Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

 

Bruxelles, ma belle („Brukselo, moja piękna”) – tymi słowami holenderski piosenkarz Dick Annegarn opiewał urok belgijskiej stolicy. To klimatyczne, tajemnicze i niezmiernie różnorodne miasto przyciąga co roku tysiące turystów ze wszystkich zakątków świata. Tutaj nowoczesność miesza się z tradycją, swoje siedziby mają Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej, Rada Europejska, NATO, Euratom i król Belgów Filip I Koburg. Poza tym Bruksela stanowi dobrą bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

 

Odwiedzenie tego ciekawego i intrygującego kraju i jego stolicy ułatwia dobre połączenie z wieloma ośrodkami w Europie, w tym Polsce. Bezpośrednie i niedrogie loty na międzynarodowe lotnisko usytuowane pod Brukselą i Charleroi (Brussels South Charleroi Airport) odbywają się z kilku polskich miast (Modlina, Krakowa, Gdańska i Warszawy). To chyba wystarczająca zachęta do tego, aby wybrać się osobiście na słynne belgijskie frytki, gofry, praliny, małże i piwo.

 

WIELOBARWNA STOLICA

 

Historyczne centrum Brukseli zachwyca jednym z najpiękniejszych rynków w Europie – Wielkim Placem (La Grand-Place, Grote Markt), otoczonym XVII-wiecznymi domami cechów kupieckich i kamienicami. Mieszczą się w nich obecnie muzea, restauracje, kawiarnie i sklepy z belgijskimi czekoladkami. Jedyną średniowieczną budowlą jest tutaj późnogotycki Ratusz, czyli Hôtel de Ville de Bruxelles, w którym obraduje rada miasta. Swoją urodą zwraca uwagę także Dom Króla (Maison du Roi), gdzie funkcjonuje muzeum poświęcone historii Brukseli (Musée de la Ville de Bruxelles). Podczas spaceru po rynku i otaczających go malowniczych uliczkach można dotrzeć do zaułku ze znaną na niemal całym świecie figurką sikającego chłopca – Manneken-Pis. Ta wykonana z brązu rzeźba, będąca symbolem miasta, szczyci się posiadaniem bogatej kolekcji ponad 950 zestawów ubrań, w które jest przebierana zgodnie z okazją wypadającą w kalendarzu. Oprócz kostiumów strażaka, policjanta, św. Mikołaja czy sprzątaczki Manneken-Pis nosi stroje narodowe i regionalne z różnych stron naszego globu, miał już na sobie np. ubiór krakowiaka. 

 

Przywiązanie brukselczyków do lokalnego folkloru i tradycji przejawia się nie tylko w przebieraniu osobliwej figurki, ale również w licznych świętach i uroczystych obchodach rozmaitych rocznic. Jedną z najciekawszych imprez tego rodzaju jest organizowana dwa razy do roku (na przełomie czerwca i lipca) słynna parada Ommegang i towarzyszące jej spektakle. Główny jej temat stanowi przybycie do Brukseli w 1549 r. cesarza Karola V Habsburga (1500–1558). Tego wielobarwnego pochodu, w którym bierze udział ponad 1,4 tys. osób ubranych w kostiumy z epoki, nie można przegapić. Spektakle z nim związane w 2017 r. odbędą się 5 i 7 lipca. 

 

W połowie sierpnia z kolei, co dwa lata, brukselski rynek pokrywa ok. 300 tys. begonii składających się na kwiatowy dywan zwany tapis de fleurs. Za każdym razem inny jest jego motyw przewodni, który oddają odpowiednio dobrane wzory i kolory, ale zawsze robi on ogromne wrażenie. Tę wyjątkową w skali światowej atrakcję najlepiej oglądać z góry – ze stopni lub okien okolicznych kamienic. Będzie można ją znów podziwiać dopiero od 16 do 19 sierpnia 2018 r.


COŚ DLA DUSZY

 

Media-5740

Uczestnicy barwnej corocznej parady Ommegang w historycznych strojach

© WWW.VISITBRUSSELS.BE/ERIC DANHIER

 

Zabytkowe centrum Brukseli to idealne miejsce dla miłośników architektury i sztuki. W najbliższej okolicy znajdują się liczne placówki muzealne, jak również galerie obrazów, rzeźby i grafiki. Jednymi z najciekawszych z nich są niewątpliwie Królewskie Muzea Sztuk Pięknych Belgii (Musées royaux des Beaux-Arts de la Belgique), podzielone na sześć instytucji, w tym m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Musée Modern Museum), Muzeum Starych Mistrzów (Musée Oldmasters Museum), Muzeum Końca XIX w. (Musée Fin-de-Siècle Museum) i Muzeum Magritte’a (Musée Magritte Museum) poświęcone pracom słynnego belgijskiego surrealisty René Magritte’a (1898–1967). Zdecydowanie nie da się ich bogatych zbiorów obejrzeć w jeden dzień.

 

Zwiedzający zainteresowani nieco inną tematyką mają do wyboru trzy obiekty usytuowane zaledwie kilka kroków od samego serca miasta: Muzeum Kostiumów i Koronki (Musée du Costume et de la Dentelle), Muzeum Browarników Belgijskich (Musée des Brasseurs Belges) oraz Muzeum Kakao i Czekolady (Musée du Cacao et du Chocolat de Bruxelles). Wizyta w tych dwóch ostatnich połączona jest z degustacją lokalnych wyrobów, co dla wielu turystów stanowi zachętę do odwiedzin. 

 

Kilkaset metrów od Wielkiego Placu znajduje się też powstałe prawie 28 lat temu Belgijskie Centrum Komiksu (Centre Belge de la Bande Dessinée). Stałe i czasowe ekspozycje, które prezentują niezwykle bogaty dorobek belgijskich mistrzów tej sztuki, zainteresują zarówno starszych, jak i młodszych miłośników obrazkowych historii. Na odwiedzających czeka słynny Tintin ze swoim białym pieskiem Milusiem, wioska smerfów, a także Lucky Luke z braćmi Daltonami. Postacie z komiksów oglądać można również poza placówką. Wystarczy wybrać się na spacer specjalnym szlakiem (Parcours BD), który wiedzie głównie wokół historycznego centrum miasta. Na elewacjach ponad 50 kamienic powstały ogromne murale z najbardziej popularnymi bohaterami. Nie bez powodu Brukselę nazywa się kolebką europejskiego komiksu. 

 

COŚ DLA CIAŁA

 

Gdy ktoś już raz spróbuje belgijskich czekoladek, a także lokalnego piwa, z pewnością będzie chciał skosztować kolejnych słodkości i trunków. Okolice Wielkiego Placu są do tego idealnym miejscem. Liczne sklepiki najlepszych krajowych producentów czekolady (Neuhaus, Godiva, Galler, Pierre Marcolini, Leonidas, Maison Dandoy, Corné Port-Royal) zachwycają różnorodnością smaków i kształtów swoich wyrobów. Znajduje się w nich wszystko: od klasycznych pralinek nadziewanych lekkimi musami przez owoce w polewie po czekoladowe biusty, sikających chłopców i piłki futbolowe. 

 

Dziesiątki pubów, kawiarni i barów usytuowanych w centrum Brukseli oferują naprawdę duży wybór narodowego belgijskiego trunku. Belgowie szczycą się wytwarzaniem ponad 1,5 tys. różnych gatunków piwa pochodzących z 250 browarów. Najbardziej znane są piwa jasne, czerwone, klasztorne (wyrabiane tradycyjnymi metodami), w tym trapistów (bardzo mocne), i owocowe. Kultura produkcji i picia napoju z pianką jest w Belgii rozpowszechniona do tego stopnia, że w listopadzie 2016 r. została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Rodowici brukselczycy mają swoje ulubione miejsca, gdzie raczą się narodowym napitkiem. Jedno z nich stanowi już ponad 110-letni lokal „À la Mort Subite” („Nagła śmierć”, pod obecnym adresem od 1928 r.), gdzie lubił godzinami przesiadywać m.in. słynny belgijski piosenkarz i kompozytor Jacques Brel (1929–1978). Wizyta tutaj to znakomita okazja nie tylko do napicia się piwa, ale również spróbowania dań lokalnej kuchni i podziwiania wystroju typowej stołecznej knajpki zwanej brasserie. Innym cenionym punktem na mapie brukselskich barów jest „Delirium Café”. W karcie napojów widnieje ponad 3 tys. piw z różnych stron świata. Za atrakcję tego modnego miejsca wieczornych spotkań uchodzą litrowe szklanice w kształcie kozaka.

 

Odwiedziny w Brukseli to także znakomita okazja do spróbowania regionalnej kuchni, w której królują małże przyrządzane na kilkadziesiąt różnych sposobów (w białym winie, sosie pomidorowym, z estragonem itd.) oraz krokiety z krewetek i sera. Typowe dania belgijskie nie należą może do szczególnie wyrafinowanych, ale są pożywne, smaczne i przygotowywane z lokalnych produktów. Wśród potraw mięsnych najbardziej znany jest królik duszony w piwie kriek lub gueuze i gulasz wołowy po flamandzku (carbonade flamande). Belgowie lubują się też w szparagach w sosie, cykorii zapiekanej z szynką i... frytkach. Budki z tym ostatnim przysmakiem można spotkać w całej stolicy. Kupuje się go jako przekąskę i jada od południa do późnych godzin nocnych. Frytki sprzedawane są w specjalnych tekturowych rożkach i podawane solone, z musztardą, majonezem albo rozmaitymi sosami. Popularnością cieszą się również ciepłe, bardzo słodkie gofry, które najlepiej smakują bez żadnych dodatków.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

1F8C8336

Brukselski Wielki Plac w parku Mini-Europe, w tle srebrne kule Atomium

© MINI EUROPE

 

Mimo niewielkiego terytorium, jakie zajmuje Belgia (ponad 30,5 tys. km²), kraj ten szczyci się mnóstwem atrakcji turystycznych usytuowanych we wszystkich jego częściach. Wśród nich liczne grono odwiedzających przyciągają szczególnie parki wodne, wioski tematyczne, wesołe miasteczka i multikina. 

 

Podczas pobytu w Brukseli warto przeznaczyć choć jeden dzień na wizytę w stołecznym Bruparcku leżącym nieopodal królewskiej rezydencji w Laeken. To ulubione miejsce nie tylko wielu brukselczyków, ale także przybywających do miasta turystów. Jego niewątpliwym atutem są trzy wielkie kompleksy rozrywkowo-rekreacyjne – Océade, Kinepolis i Mini-Europe, usytuowane blisko siebie.

 

Ten pierwszy jest parkiem wodnym szczycącym się 14 zjeżdżalniami, na których chętni mogą uzyskiwać prędkości na miarę zawodów olimpijskich. Został on podzielony na część krytą i położoną na świeżym powietrzu, dlatego można tu szaleć niezależnie od pogody. Oprócz zażywania kąpieli, pływania czy zjeżdżania do wody w Océade skorzystamy też np. z jacuzzi, saun i hammamu (w sektorze Saunaland – tylko dla dorosłych). Warto wspomnieć, że w parku znajduje się strefa Aquafun House przeznaczona dla dzieci powyżej 4. roku życia, w której rodzice mogą bawić się spokojnie ze swoimi pociechami. Wyposażono ją w fontanny, natryski i zjeżdżalnie, a baseny nie mają więcej niż 40 cm głębokości. Każdy maluch powinien być uszczęśliwiony. Océade jest rajem dla amatorów dobrej zabawy. W basenach znajdują się różnorodne atrakcje wodne, sztuczne prądy i fale, a wystrój kompleksu przypomina tropikalną krainę z palmami, wodospadami i egzotyczną roślinnością. Nawet w najbardziej deszczowy i ponury dzień można poczuć się tutaj jak na karaibskiej wyspie. Wrażenie to potęguje jeszcze temperatura w zadaszonej części obiektu utrzymywana w granicach 30°C.

 

W Bruparcku warto zajrzeć również do Kinepolis, pierwszego na świecie tego typu olbrzymiego kina (otwartego w 1988 r.). W 24 supernowoczesnych salach kinowych wyświetlany jest bogaty repertuar dla dzieci i dorosłych. Poza filmami w kompleksie można oglądać transmitowane przez satelitę koncerty, balety i opery. W ofercie Kinepolis znajdują się także specjalne seanse wyłącznie dla kobiet, miłośników horrorów, dzieci czy seniorów. Wizyta w kompleksie poprawi nam humor nie tylko w deszczowy dzień.

 

Chyba najbardziej znaną część Bruparcku stanowi jednak Mini-Europe, gdzie wyruszymy w osobliwą podróż przez kontynent europejski, która może mieć jednocześnie charakter rozrywkowy i edukacyjny. Spodoba się tu zarówno dorosłym, jak i dzieciom. W tym działającym od 1989 r. parku miniatur obejrzymy najpopularniejsze i najczęściej podziwiane zabytki i atrakcje Europy odwzorowane w skali 1:25. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni (zaledwie 24 tys. m²) znajduje się 350 obiektów z poszczególnych państw naszego kontynentu (w sumie 28). Można m.in. zobaczyć słynną londyńską wieżę zegarową Big Ben, paryską wieżę Eiffla i Łuk Triumfalny, Katedrę z Santiago de Compostela w Hiszpanii, Krzywą Wieżę z Pizy, Bramę Brandenburską i Mur Berliński, holenderskie wiatraki z Kinderdijk na tle tulipanowych pól czy też brukselski Wielki Plac. Polskę reprezentuje gdański Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 i Dwór Artusa z Fontanną Neptuna. Oglądanie bardzo dokładnie odtworzonych budowli i miejsc urozmaicają ruchome elementy ekspozycji i efekty specjalne. Naciśnięciem guzika możemy obudzić śpiącego Wezuwiusza i na własne oczy zobaczyć wybuch wulkanu poprzedzony trzęsieniem ziemi, które również delikatnie odczujemy. W innej części Mini-Europe przyjrzymy się korridzie na miniaturowej arenie walk z bykami w Sewilli (Plaza de Toros de la Maestranza) i przekonamy się, dokąd pędzi po torach francuski szybkobieżny pociąg TGV. Dla turystów odwiedzających park tego lata przygotowano dodatkową propozycję w postaci nocnego zwiedzania urozmaiconego spektaklem światła i dźwięku oraz pokazem sztucznych ogni (w każdą sobotę od 5 do 19 sierpnia 2017 r. o godz. 22.30). Wizyta w pełnej atrakcji brukselskiej krainie miniatur to także okazja do lepszego poznania Unii Europejskiej i jej historii. Na interaktywnej wystawie Spirit of Europe (Duch Europy) każdy może sprawdzić swoją wiedzę w tym temacie i nauczyć się czegoś nowego o zjednoczeniu naszego kontynentu. 

 

W trakcie spaceru pomiędzy makietami charakterystycznych obiektów Europy znajdującymi się w Mini-Europe trudno nie zauważyć błyszczących nieopodal kul Atomium. Oryginalna konstrukcja przedstawiająca powiększony 165 mld razy model kryształu żelaza powstała z okazji Wystawy Światowej w 1958 r. i szybko stała się kolejnym – poza figurką Manneken-Pis – symbolem Brukseli. Dziewięć metalowych kul (atomów) połączono ze sobą korytarzami ze schodami (ruchomymi i zwykłymi). Z tej umieszczonej najwyżej rozpościera się wyjątkowa panorama okolicy – linia horyzontu leży daleko poza granicami miasta. W bezchmurne słoneczne dni można stąd dostrzec nawet odległą o 45 km Antwerpię! Atomium to jednak przede wszystkim interesujące muzeum. Mieszczą się w nim wystawy poświęcone nie tylko historii budowli, ale również rozmaitym innym tematom, jak chociażby nieistniejącym już belgijskim liniom lotniczym Sabena (ekspozycja czasowa dostępna od 24 listopada 2016 r. do 10 września 2017 r.). Ta gigantyczna konstrukcja stała się też ulubionym miejscem na oświadczyny dla wielu zakochanych. Widok z najwyższej platformy potrafi w końcu u niejednego wywołać prawdziwy zawrót głowy.

 

POCIĄGI I TRAMWAJE 

 

Belgia szczyci się doskonale rozwiniętą infrastrukturą kolejową – gęsta sieć torów oplata cały kraj. Wszystkie najważniejsze trasy przebiegają przez region stołeczny, na obszarze którego znajdują się aż 33 dworce obsługujące natężony ruch pociągów. Jednym z ciekawszych miejsc na mapie Brukseli jest niewątpliwie Train World w gminie Schaerbeek. W tym muzeum kolei, mieszczącym się na terenie secesyjnej stacji, można zobaczyć replikę najstarszej belgijskiej lokomotywy parowej (z 1835 r.) zwanej Belgiem (Le Belge), poznać historię tutejszego kolejnictwa i podziwiać unikatową kolekcję pociągów. Podczas wizyty w Train World dowiemy się, że Belgia była pierwszym krajem w Europie, gdzie wprowadzono publiczny transport pociągami (5 maja 1835 r.), sprawdzimy, jak odbywał się kiedyś przewóz przesyłek pocztowych i jak wyglądała luksusowa podróż słynnym Orient Expressem. Warty zainteresowania jest także sam budynek stacji, który po niedawnym remoncie odzyskał swój blask. Z przeszklonej hali rozpościera się piękny widok na miasto i biegnące w różnych kierunkach tory kolejowe. 

 

Miłośnikom historii transportu trzeba również polecić odwiedziny w Muzeum Tramwaju (Musée du Tram, Musée du Transport Urbain Bruxellois) w gminie Woluwe-Saint-Pierre. Bogata ekspozycja tramwajów i autobusów, które poruszały się po brukselskich ulicach w trakcie ostatnich 100 lat, spodoba się starszym i młodszym zwiedzającym. Dodatkowo w weekendy i święta można udać się na przejażdżkę zabytkowym pojazdem, dostarczającą niesamowitych wrażeń zwłaszcza małym turystom. 

 

NA POŁUDNIE

 

 LesLacsdelEaudHeure

 

 

Jeziora Eau d’Heure cieszą się popularnością wśród miłośników żeglarstwa

© LES LACS DE L’EAU D’HEURE

 

Obszar południowej Belgii zajmuje nizinno-górzysty, francuskojęzyczny Region Waloński (nazywany Walonią) o wielu walorach turystycznych. Na szczególną uwagę zasługuje rejon sztucznych jezior Eau d’Heure (Les Lacs de l’Eau d’Heure, powierzchnia akwenów to 6,17 km²) otoczony lasami, łąkami i polami. Dotarcie do tego uroczego miejsca samochodem z lotniska pod Charleroi zajmuje ok. 40 min., a z Brukseli – nieco ponad godzinę. Wśród malowniczych jezior powstał tu gigantyczny kompleks sportowo-rekreacyjny, oferujący różnorodne formy spędzania wolnego czasu. Czekają na nas w tej okolicy m.in. park wodny i rowerowy, centrum odnowy biologicznej, restauracje, baseny i plaże. Można popłynąć w rejs amfibią zwaną Czerwonym Krokodylem (Le Crocodile Rouge) lub przejechać się turystycznym pociągiem Croco Express. Swój raj na ziemi mają tutaj miłośnicy sportów wodnych. W rejonie jezior Eau d’Heure panują znakomite warunki do żeglowania, wędkowania, pływania kajakiem, gry w golfa na wodzie, nurkowania, windsurfingu, wakeboardingu i jazdy na nartach lub skuterach wodnych. Na gości zainteresowanych dłuższym wypoczynkiem w tym urokliwym miejscu czeka rozbudowana baza noclegowa – doskonale przygotowane pola dla samochodów kempingowych i kamperów, komfortowe i nowoczesne wakacyjne domy do wynajęcia (Golden Lakes Village lub Landal Village) oraz okoliczne pensjonaty i hotele. 

 

339886 Dinant cWBT-J

Pomnik Charles’a de Gaulle’a, Dinant

© WBT/JEAN-PAUL REMY

 

W Walonii warto zwiedzić też dwa pobliskie niezmiernie ciekawe i zabytkowe miasta: ponad 110-tysięczne Namur i 15-tysięczne Dinant. Pierwsze z nich, położone malowniczo u ujścia Sambry do Mozy, pełni funkcję stolicy regionu i należy do najbardziej urokliwych w Belgii. Przyjemnie się po nim spaceruje niezależnie od pogody. W ciepły, słoneczny dzień można popłynąć w rejs statkiem, aby podziwiać panoramę od strony rzeki, lub przejść się po klimatycznych uliczkach centrum, przy których kuszą turystów liczne butiki z ubraniami i lokalnymi specjałami. W czasie deszczu lepiej udać się na oglądanie potężnej Cytadeli górującej nad miastem, Teatru (Théâtre de Namur), dawnego Pałacu Biskupów (obecnie siedziby władz prowincji Namur) lub Kościoła św. Jana Chrzciciela. Oryginalną formę zwiedzania Namur stanowi wycieczka wypożyczonymi segwayami. Godna polecenia jest także przejażdżka jedną z zadaszonych rikszy, którą można udać się do okolicznych miejscowości słynących z uprawy najlepszych w Belgii truskawek. W tutejszej kuchni królują dania z ryb, sery – z krowim maredsous na czele – i truskawki z wioski Wépion (ok. 8 km na południe od centrum Namur). Za wyjątkową atrakcję okolicy uchodzi szlak wina i sera (route du vin et du fromage du Pays de Namur) – na odcinku 159 km znajduje się zarówno 12 winnic produkujących tradycyjne i musujące szlachetne trunki, jak również liczne manufaktury wyrabiające smakowite sery kozie, krowie i owcze. 

 

Dinant przyciąga turystów przede wszystkim zabytkową Cytadelą górującą nad miastem (odbudowaną w 1815 r.). Wjazd kolejką linową pod jej mury i zwiedzanie tego militarnego obiektu spodoba się przede wszystkim miłośnikom historii, ale wielbiciele przepięknych widoków też nie będą zawiedzeni. Kolejna miejscowa największa atrakcja usytuowana jest dla odmiany głęboko pod ziemią. To grota La Merveilleuse, którą odkryto w 1904 r. Uznawana za jedną z najpiękniejszych jaskiń w Belgii, zachwyca licznymi stalaktytami, stalagmitami i skalnymi kaskadami. Trwająca niespełna godzinę wycieczka po podziemnej krainie stanowi dobry pomysł zwłaszcza na upalne dni. Chłodne powietrze groty orzeźwia zwiedzających, uspokaja niesforne dzieci i pozwala na chwilę odpocząć od świata zewnętrznego. Dinant to rodzinne miasto Adolphe’a Saxa (1814–1894) – wynalazcy saksofonu. Na jednym z placów można zobaczyć pomnik na jego cześć, oczywiście, w postaci wymyślonego przez niego instrumentu muzycznego. Poza tym warto tu zajrzeć do jednego ze sklepów wędliniarskich sprzedających lokalne wyroby mięsne. Słynne są szczególnie suszone kiełbaski, niekiedy o oryginalnym kształcie świnki, pasztety ardeńskie i wędzone szynki. Centrum Dinant przecina rzeka Moza, po której pływają statki turystyczne oferujące rejsy do pobliskich miejscowości. W malowniczych wioskach regionu znajduje się wiele browarów produkujących znakomite trunki. Warto zwiedzić choćby manufakturę wytwarzającą już od niemal 800 lat słynne belgijskie piwo klasztorne Leffe (Maison Leffe) czy Brasserie du Bocq (w Purnode koło Yvoir), a także minibrowar Brasserie Caracole w Falmignoul (część gminy Dinant). 

 

Belgia to znakomity kraj na dłuższy lub krótszy wyjazd. W zależności od wieku uczestników wycieczki, ich zainteresowań i budżetu można zaplanować taką trasę wyprawy, dzięki której uda się poznać wyjątkowo atrakcyjne miejsca w tej części Europy. Bruksela i Region Waloński z pewnością przypadną do gustu każdemu turyście poszukującemu ciekawych śladów historii, bogatej kultury, lokalnych produktów, świetnych warunków do rekreacji na świeżym powietrzu i przyjaznej atmosfery.

Artykuły wybrane losowo

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018

Za każdym razem inne Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubai.jpg

Najwyższy obecnie budynek na świecie – 830-metrowy Burdż Chali

©MATERIAŁY PRASOWE EMIRATES

 

Katarzyna Kałuża

Marcin Lewandowski

www.Travel-Bidder.com

 

O mieście, które wyłoniło się z piasków pustyni, słyszeliśmy bardzo wiele. Niewątpliwie nie ma w tym przypadku znaczenia, czy Dubaj kogoś fascynuje, czy raczej jest mu obojętny – wszystkich bez wyjątku wprawia w osłupienie fakt, że jego monumentalna zabudowa powstała w tak zaskakującym tempie. Sam słynny wieżowiec Burdż Chalifa (Burj Khalifa, niemal 830 m wysokości) urósł jak na drożdżach, otwarto go już w 6 lat po rozpoczęciu prac w 2004 r. W końcu nadszedł ten niesamowity moment i wyruszyliśmy z wizytą do niezmiernie interesujących Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). 

Więcej…

Kuba zdobywa serca

Katarzyna Rudzka-Będzińska

www.gdziesloncedlanaswschodzi.pl

 

« Kubańczycy taniec i muzykę mają we krwi. Kto wie, czy to zasługa wybornego rumu, wyśmienitych cygar, czy może gorącego klimatu… Wieloletnia polityczna i gospodarcza izolacja utrudnia mieszkańcom życie, ale nas, turystów, fascynuje obserwowanie ich kolorowego świata. Na tej egzotycznej wyspie znajduje się również mnóstwo ciekawych i zaskakujących atrakcji turystycznych, które zdobędą serca nawet najbardziej wymagających podróżników. »

Więcej…